Klient Wasz Pan?
Umawiam się na piątek – spedycja ma mi przywieźć, za niemałe pieniądze, zakupiony w jakiejś firmie towar. Czekam do 14-tej – nie ma spedycji, nie ma towaru – dzwonię, otrzymuję informację, że “nie zmieściło nam się na ciężarówkę” – może będzie w poniedziałek.
Zlecam pracę geodecie – dla niego około 30 minut roboty, pieczątka (tak ważna w naszym zbiurokratyzowanym państwie) – i 1000zł zarobku. Dzwonię do czterech firm, trzech prywatnych geodetów – za daleko, 20km nie będę jeździł, nie opłaca się..
Kupuję sadzonki, koszt kilkanaście tysięcy złotych, proszę o umowę – “nie trzeba, niech Pan wpłaci 30%, będę przygotowany” – trudno, trzeba zaufać, jedyny w sumie, który je posiada. A więc przelew tego samego dnia, za cztery tygodnie odbiór – część jest, reszty nie ma – “a miały być? szef chyba zapomniał”…
Trzy epizody, które możnaby mnożyć – takie “załatwianie” interesów w Polsce jest zwyczajem. Dla mnie, przyzwyczajonego do profesjonalizmu, nie do przyjęcia – czemu tak musi być? Nieprzyjemnie, nieładnie, niedobrze… Czy ktoś pamięta, że Klient znaczy wiele? Czy nie musi, bo i tak innych Klientów znajdzie?